czwartek, 22 września 2011

Po toalecie ich poznacie

Klient nasz Pan. Nosi garnitur i koszulę. Albo żakiet, wysokie szpilki i skórzaną torebkę.  Prosi o sałatkę, ale zamiast fety chce więcej rukoli. Nie toleruje cynamonu na piance od cappuccino. A cola miała być light i koniecznie z limonką. Jak to nie macie limonek? Zjada wszystko, a i owszem ze smakiem, jeszcze pomruczy, że tego było za mało albo tamto było za tłuste. Ureguluje rachunek. I idzie do toalety.

W wielu krajach Europy zachodniej toalety w lokalach, zwłaszcza tych mniej ekskluzywnych traktuje się po macoszemu. Ot, ma służyć do pewnych celow natury fizjologicznej i na tym koniec. Nie przykłada się wielkiej wagi do luster, pieknych kafelków, srebrych suszarek, snieżnobiałych sedesów i umywalek. W polskiej rzeczywistości natomiast toalety są wisienką zwięczającą tort. Tak jak nie zamawiamy deseru zeby zjeść tylko wisienkę tak do lokalu nie przychodzimy, by oglądać toalety, ale z drugiej lubimy gdy są i są ładne.

Nasz pan klient idzie do toalety i siedzi tam od 5 do 10 minut. W nagłych wypadkach czas wydłuża się nawet do 20 minut. A to z różnych przyczyn, przy czym prym w długim przebywaniu w toalecie wiedzie oczywiście płeć żenska. Bo makijaż trzeba poprawić, a to nie zajmuje 5 minut. Czasami po wielkiej, męczącej uczcie człowiek zaczyna się nawet pocić i świecić z wysiłku i nos trzeba przypudrować. Bo trzeba zmienić podpaskę lub też sprawdzić czy nic innego się nie wydarzyło. Niektórym zdarza się dłużej ,,posiedzieć" z powodu problemów żołądkowych,niestrawności lub obstrukcji. Niektórzy natomiast lubią sobie zwyczajnie posiedzieć ,,na tronie" czerpiąc z tego niemało frajdy i zarazków. Czasami do zabieganej kelnerki dochodzą z toalet głosy pełne boleści, które wołają: ,,Skończył się papier". Jeśli natomiast nie ma mydła lub nie działa suszarka kelnerka raczej o tym się nie dowie do momentu, w którym  nie pójdzie posprzątać toalety.

Wchodzi i widzi: na podłodze porozrzucane resztki papieru, ręczników papierowych lub też innych rzeczy których w toalecie być nie powinno tj. puste paczki po papierosach, pewnie dlatego, że sali dla palących nie ma, plastikowe butelki po napojach, zużyte podpaski i tampony, którymi ktoś nie trafił do kosza. Kelnerce przychodzi na myśl, że dobrze, że nie trafiły do sedesu. Na podłodze nierzadko materializuje sie jedna lub dwie plamy wody, lustro jest opryskane, wszelkie akcesoria zapachowe są poprzewracane lub zniknęły. Kafelki są brudne, w umywalce włosy. Popsuta spłuczka zdarza się raz w tygodniu. Ale najbardziej zaskakujący jest sedes, który przez cały dzień dzielnie służy na swym stanowisku w ogóle się nieskarżąc. Zaglądamy do środka i widzimy... zwyczajny brak kultury. Co z tego że obok stoi szczotka do czyszczenia toalety, co z tego, że papier toaletowy wisi z boku, co z tego, że działa spłuczka. Nic, wydaje się, że wykopanie dziury w ziemi byłoby bardziej higieniczne.

Trzeba posprzatać. W międzyczasie przychodzi natrętna myśl, kto to mógł być. Czy ta dziewczyna od orzechowego latte czy może staruszek z laską od zupy pomidorowej? Wnioskujemy na podstawie wyglądu i aparycji klienów tego dnia, ale raczej się tego nie dowiemy. Ale czasami życie zaskakuje.

Ostatni klienci albo tacy którym zachciało się piwa tuż przed zamknięciem. Piją i idą do toalety, którą nasza pracowita kelnerka już posprzątała. I jak się domyślacie posprzątać bedzie musiała jeszcze raz.

Tuż po zamknięciu przychodzi refleksja dotycząca klientów. Cywilizowani, zadbani chciałoby się rzec ludzie, mówiący kilkoma językami lub robiący na drutach, z laptopami, w okularach, koszulach, calkowicie sprawni fizycznie, żyjący w XXI wieku. Kulturalni klienci obsrywający toalety.

wtorek, 6 września 2011